„Myślałem, że będę odstawał”. Jak przetrwać tydzień z obcymi ludźmi i… chcieć więcej?
Data publikacji: 10.07.2026Co łączy dziewiętnaście osób z różnych województw, które nigdy wcześniej się nie spotkały? Każda miała za sobą projekt zrealizowany w ramach Równać Szanse. I każda przyjechała do Warszawy z jakąś obawą w plecaku.
Antonina jechała do Warszawy z jednym pytaniem w głowie: czy w ogóle tam pasuję?
– Myślałam, że nie potrafię być liderką albo że nie umiem pracować w grupie. Pojechałam tam, chcąc się sprawdzić – mówi.
Adam bał się, że nie będzie pasował do grupy. Kuba, który sam siebie określa jako introwertyka, był przekonany, że będzie odstawał od reszty. Maja zastanawiała się, czy od razu nie powstaną zamknięte grupy, do których nikt z zewnątrz się nie wciśnie.
Wiktor z kolei obawiał się, że ludzie będą zamknięci w sobie i po prostu „przymuleni”, a on sam nie złapie z nikim kontaktu. Miał też inną, głębszą wątpliwość: – Myślałem, że temat bycia liderem zupełnie mnie nie dotyczy. Uważałem, że się do tego nie nadaję, a lekcje mi się nie przydadzą, bo nigdy nie planowałem nim być. Nie byłem na to gotowy – wspomina.
Tydzień później żadna z tych osób nie chciała wyjeżdżać.
Strach ma wielkie oczy
Letnia Szkoła Młodzieżowych Liderów to nie są klasyczne wykłady, na których siedzi się w ławkach i notuje definicje. To tygodniowy proces, w którym nauka dzieje się przez doświadczenie, a potknięcia i kryzysy są traktowane jako naturalna część drogi, nie jako powód do wstydu.
Trenerzy – Monika Wrzosek i Michał Romanowski – od pierwszych godzin postawili na jedno: żeby każda osoba poczuła, że ma tu swoje miejsce. Poniedziałek upłynął na integracji i wspólnym ustalaniu zasad na cały tydzień. Nie narzuconych z góry – wypracowanych wspólnie.
– Już od pierwszych dni wszyscy chętnie ze sobą rozmawiali. Nikt nie ograniczał się do jednej grupy, każdy był otwarty na nowe znajomości – opowiada Maja. – To również zasługa trenerów, którzy dbali o to, żebyśmy wykonywali zadania w różnych składach.
Kuba – ten sam, który bał się, że będzie odstawał – po kilku godzinach miał już inne zdanie: – Czułem się bardzo komfortowo. Świetni prowadzący, super grupa, z którą bardzo szybko się zżyłem.
Wiktor również szybko poczuł, że jego obawy znikają. – Ludzie, organizatorzy i rówieśnicy okazali się wspaniali. Potrafili otworzyć innych i łatwo wprowadzić do rozmowy – opowiada. Szczególnie zapamiętał atmosferę na zajęciach w Sali Klonowej: – Nie było tam żadnej nagonki, że tylko siedzimy, słuchamy i czasem się zgłosimy. Wszyscy byli zaangażowani, pracowaliśmy w różnych grupach, dzięki czemu można było zobaczyć perspektywę drugiego człowieka. A prowadzący, Michał i Monika, robili to z niesamowitym przekonaniem. Gdyby każdy nauczyciel był taki jak Michał, to polskie szkoły nie wyglądałyby tak jak teraz.
Lekcja przetrwania w chaosie
Od wtorku zaczęło się na poważnie.
Młodzi ludzie weszli głęboko w temat tworzenia lokalnych projektów społecznych – diagnoza potrzeb, design thinking, prototypowanie rozwiązań. Równolegle: dynamika grupy, komunikacja pod presją, radzenie sobie z chaosem, gdy w zespole ścierają się różne zdania i różne temperamenty.
– Wyniosłam z tych zajęć wiedzę o tym, jak być bardziej asertywną i jak radzić sobie z niepotrzebnym chaosem w grupie – mówi Antonina.
Natalia zwraca uwagę na coś, co rzadko zdarza się na szkoleniach: – Nie musiałam nic wkuwać – po prostu od razu uczyłyśmy się tego w praktyce. I faktycznie to są umiejętności, które czuję, że ze mną zostaną – nie tylko na chwilę, póki o nich pamiętam.
Dla Wiktora taką lekcją na całe życie było radzenie sobie z konfliktami. – Przed szkoleniem, gdy pojawiał się konflikt, zdarzało mi się zamykać w sobie. Tutaj zobaczyłem, że bez komunikacji spór będzie trwał, dopóki wszystko się nie rozpadnie. Michał i Monika pokazali nam, jak grupa kształtuje się pod wpływem samej siebie i jak rozmawiać bez przekrzykiwania się, nawet gdy mamy zupełnie inne poglądy. Wszyscy angażowali się bez większych sprzeczek, bo każdy wiedział, po co tu przyjechał: chcieliśmy się uczyć i stawać lepszymi ludźmi.
Każdy dzień był bardzo intensywny. Wieczory – escape room, kręgle, Galeria Zachęta, spacer po Warszawie – dawały oddech i przestrzeń na rozmowy, które nie zmieściły się na sali szkoleniowej. Kuba przyznaje szczerze: – Cały pobyt był dla mnie męczący, bo codziennie przyswajaliśmy ogromną ilość wiedzy. Ale wspólna integracja wieczorem z grupą rekompensowała zmęczenie.
Czas spotkań i osobistych przemian
W środę i piątek do grupy dołączyli goście z zewnątrz.
Radosław Jasiński z Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności wziął udział w warsztacie o wartościach – tych, które stoją za mądrym działaniem społecznym i które warto znać, zanim zacznie się działać. Marcin Napiórkowski mówił o życzliwości liderów dbających o tych słabszych i często pozostawianych w tyłu – i przerzucających mosty ponad podziałami.
Michał Bielicki przez dwa warsztatowe bloki uczył, jak dbać o wizerunek i jak przekonująco prezentować pomysły – co okazało się kluczowe, gdy w piątek wieczorem wszyscy siadali do przygotowań do sesji pitchingowej. Dodatkowo, opowiadając o swojej firmie, zmienił sposób, w jaki młodzi postrzegają rynek pracy. Pokazał im, że dzisiaj liczą się nie tylko dyplomy czy ukończone studia, ale przede wszystkim zaangażowanie i to, jakim się jest człowiekiem.
Ale największe zmiany działy się nie na slajdach, tylko między ludźmi.
– To szkolenie pomogło mi lepiej zrozumieć, jaka jest rola lidera w grupie – mówi Maja. – Że lider to nie ktoś, kto rozdziela zadania i mówi innym, co mają robić, ale osoba, która wspiera, motywuje i pomaga grupie osiągnąć wspólny cel.
Adam wrócił z czymś, czego nie spodziewał się znaleźć na szkoleniu: – Na pewno nauczyłem się być sobą. Jak działać, rozmawiać z ludźmi, występować spontanicznie. Otworzyłem się na innych.
Maja zaczęła inaczej patrzeć na ludzi wokół: – Teraz częściej zastanawiam się, dlaczego ktoś zachował się w dany sposób, jaka potrzeba kryła się za jego zachowaniem. Rozmowy z ludźmi, których tam poznałam, pokazały mi, jak wiele można wynieść z poznawania różnych punktów widzenia.
Dla Wiktora wyjazd był momentem głębokiej zmiany osobistej. – To nie było tylko szkolenie o tym, jak być liderem, ale też o tym, jak być lepszym człowiekiem dla siebie, dla innych i dla świata. Wyjechałem z domu jako człowiek spięty, który bał się wyrażać własną opinię i uważał, że jego zdanie się nie liczy. Wróciłem z przekonaniem, że każdy jest równy, każdy zasługuje na szansę, a komunikacja działa w obie strony. Nauczyłem się, że zdanie każdego jest ważne – w tym moje.
Dzień próby i trudy rozstania
Sobota była dniem próby.
Podczas sesji pitchingowej każda osoba musiała wyjść przed grupę i zaprezentować swój pomysł. Obronić go. Odpowiedzieć na pytania. Pokazać, że to, co jeszcze kilka dni temu było luźnym szkicem, ma teraz kształt i sens.
To był moment, w którym każda osoba zobaczyła, że jej głos naprawdę ma znaczenie. Były wzruszenia, dopingujący do działania stres (i konstruktywne sposoby radzenia sobie z nim!) ale też duma płynąca z odkrycia, że ich własne pomysły stają się rzeczywistością.
Potem dyrektor programu, Paweł Walecki, wręczył certyfikaty. Była uroczysta kolacja. I poczucie, że coś się skończyło – ale nie w złym sensie.
– Gdy wyjeżdżałam, było mi smutno, że ten czas minął tak szybko. Miałam wrażenie, jakby minęły zaledwie trzy dni, a nie cały tydzień – mówi Antonina. – Zapamiętam każdą osobę, którą miałam przyjemność poznać.
Julia: – Do domów wróciliśmy z głowami pełnymi pomysłów, nowymi umiejętnościami i ogromną motywacją do działania. To był tydzień, który na długo zostanie w naszej pamięci.
Dla wielu uczestników najtrudniejszy był powrót do codzienności i zderzenie z rzeczywistością, w której brakuje tak głębokiej otwartości. Wiktor już dwa dni po obozie pisał o tęsknocie za ludźmi, z którymi mógł być w pełni szczery: – Czuję stratę tych osób, bo stali mi się bardzo bliscy. Na obozie mogłem powiedzieć wszystko, a oni to akceptowali. W moim codziennym środowisku jest inaczej. Na obozie zdarzało mi się siedzieć do późna i rozmawiać o sprawach, których nigdy nie poruszyłbym w swojej okolicy. To pomogło mi popracować nad własnym otwarciem.
Najważniejsza lekcja dotyczyła jednak czystej empatii i tego, czym w ogóle jest człowieczeństwo w relacjach. – To szkolenie uczy o innych, o pracy z nimi, ale też o samym sobie. Pokazuje, jak wiele można dowiedzieć się o drugim człowieku, jak można go poprowadzić w dobrą stronę i jak po prostu być dla niego człowiekiem. Czasem sam o tym zapominałem. A tutaj cały czas pamiętaliśmy, że ten drugi człowiek też ma emocje, też ma uczucia.
Wszystkie te emocje i lekcje wracają za każdym razem, gdy uczestnicy włączają krótki film podsumowujący ich wspólny wyjazd. – Oglądanie tego jest niesamowicie budujące. Wspomnienia ożywają, a razem z nimi przypominają się wszystkie przegadane godziny i wnioski z zajęć – dodaje Wiktor.
Co teraz?
Absolwentki i Absolwenci Letniej Szkoły wrócili do swoich miejscowości – z wiedzą, pewnością siebie i kontaktami z ludźmi, których wcześniej nie znali i o których nie chcą zapomnieć.
Czas na najważniejszy krok. Każda osoba, która ukończyła Letnią Szkołę, może ubiegać się o dotację do 3 000 zł w konkursie Projekty Młodzieżowych Liderów, żeby zaplanować i poprowadzić własny projekt.
Kuba ma już konkretny plan na projekt. Adam też – choć szczegółów jeszcze nie zdradza, zapowiada, że wkrótce pojawią się na jego mediach społecznościowych. Natalia mówi, że pomysłów ma mnóstwo – tylko musi znaleźć przestrzeń, żeby je zrealizować.
Trzymamy kciuki za wszystkie pomysły!





