Panel wnioskodawcy
Serwis rownacszanse.org.pl wykorzystuje pliki cookies, które będą zapisywane w Państwa urządzeniu (komputerze, laptopie, smartfonie). W każdym momencie mogą Państwo zmienić ustawienia przeglądarki internetowej i wyłączyć zapis plików cookies.
Wróć do początku

[#11] Bądź sobą i rób swoje! – Adrian Karczewski

Data publikacji: 12.12.2022

Środowisko dorosłych często wydaje się hermetycznie zamknięte i niedostępne dla młodych społeczników. Jak przełamać swoje bariery i zaaklimatyzować się tam, gdzie wzbudza się zdziwienie i podejrzliwość? O tym oraz o swoim uczestnictwie w Programie „Równać Szanse” opowiada Młodzieżowy Lider oraz sołtys – Adrian Karczewski.

Skopiowano!

Rafał Jutrznia: – Zawsze byłeś społecznikiem?

Adrian Karczewski: – Jestem nim odkąd pamiętam. 

W takim razie, jakie jest Twoje najwcześniejsze wspomnienie związane z działalnością społeczną?

– W szkole podstawowej zostałem wybrany przewodniczącym klasy. Wydaje mi się, że to wspomnienie jest najbardziej odległe w czasie. Wtedy zacząłem już bardzo aktywnie działać. 

Wtedy też zaczęła się Twoja przygoda z Programem „Równać Szanse”?

– „Równać Szanse” zaczęło się w pierwszej klasie gimnazjum, więc chwilę później. Na jednej z lekcji przyszła do nas dziewczyna, której wtedy nie znałem, i zaprosiła nas do udziału w projekcie. Na początku – wydaje mi się, że jak każdy gimnazjalista – byłem sceptycznie nastawiony do udziału w tego typu aktywnościach.

Ostatecznie zgłosiłem się ze względu na to, że był to projekt fotograficzny. Od pierwszych spotkań dosyć przyjemnie pracowało nam się w grupach, a potem… potem już jakoś poszło. Ta dziewczyna, która namówiła mnie na udział w projekcie, stała się moją koleżanką i zaczęła zachęcać mnie do wielu różnych rzeczy. Pomagałem jej w organizacji festynów i różnych przedsięwzięć. 

Czyli do wzięcia udziału w projekcie nakłoniła Cię jego tematyka?

– Tak, dokładnie. 

Miałeś już wcześniej do czynienia z fotografią?

– Bardziej jako hobby, ponieważ zdjęcia robione telefonem ciężko nazwać fotografią. Nasze spotkania projektowe prowadził niesamowity prowadzący, który potrafił zapalić w nas iskrę i chęć do działania w tym temacie. Spotkania odbywały się praktycznie co piątek, więc mieliśmy mnóstwo pracy. 

A oprócz prowadzącego i chęci do działania mieliście do dyspozycji sprzęt fotograficznego „z prawdziwego zdarzenia ? 

– Ten sprzęt został zakupiony właśnie dzięki projektowi. Następnie zrobiliśmy całe studio z różnych rzeczy. Robiliśmy kostiumy do sesji fotograficznych, które później wystawialiśmy na festynie, oczywiście po to, żeby pochwalić się tym, co udało nam się stworzyć. Dla młodego mnie była to bardzo fajna sprawa, która rozwinęła niejedną osobę, w tym mnie. 

I co było zwieńczeniem Waszego projektu? Takim punktem kulminacyjnym?

– Na wspomnianym przeze mnie wcześniej festynie mogliśmy zaprezentować naszą wystawę prac, dzięki czemu zyskaliśmy dużą publikę. Później te prace wisiały w Domu Kultury, przez pewien czas również w budynku Urzędu Gminy. To było świetne uczucie – wejść do urzędu i zobaczyć swoje zdjęcia na ścianie.

Był też kolejny projekt, będący poniekąd kontynuacją tego pierwszego. Realizowaliśmy podobną tematykę, ale poszliśmy o krok dalej względem tego, co robiliśmy wcześniej. W pierwszym projekcie skupiliśmy się na zdjęciach makro, na poznawaniu podstaw fotografii, a drugie stanowiło już prawdziwe wyzwanie. Mieliśmy wtedy dużo wyjazdów studyjnych, przygotowywaliśmy kostiumy i robiliśmy cały zamysł na dwie sesje.

W trakcie projektów mieliście okazję współpracować z profesjonalnymi fotografami?

– Nasz prowadzący był – i jest nadal – dobrym i znanym fotografem, bo mowa jest o Pawle Totoro Adamcu. Dzięki niemu nauczyliśmy się także obsługi Photoshopa, co aktualnie przydaje mi się w pracy. Dzięki nauce obsługi tego programu mogliśmy się w pewien sposób bawić zdjęciami, nie robiliśmy już surowych zdjęć, ale dodatkowo je obrabialiśmy. 

Projekt realizowany był w środowisku szkolnym?

– To było dość mieszane środowisko, ponieważ składało się z osób z trzech szkół. Dzięki temu zawiązały się też nowe znajomości. 

I po projekcie przyszło Szkolenie Młodzieżowych Liderów. Co spowodowało, że zdecydowałeś się wziąć w nim udział?

– Tutaj ponownie muszę wskazać koleżankę, która w pierwszej klasie gimnazjum weszła do klasy i namówiła mnie do udziału w pierwszym projekcie. To ona znalazła informacje o szkoleniu i zachęcała mnie do zgłoszenia. Stwierdziłem: „Czemu nie? To może być kolejna fajna przygoda. Piszemy zgłoszenie!”.

Później, co jest dość zabawne, informację o tym, że mnie przyjęto, dostałem podczas grabienia liści. To był taki zapalnik – udało mi się dostać, pakuję się i jadę do Warszawy.

I co najmocniej z niego zapamiętałeś?

– Chyba uczestników. Nasza grupa była dosyć zróżnicowana, ale właśnie dzięki temu mogliśmy wymieniać się swoimi doświadczeniami i spostrzeżeniami. Poszerzyłem swoje horyzonty i poznałem nowe, ciekawe aktywności, które stały się moimi pasjami. Na szkoleniu poznałem dwie dziewczyny, które były w grupie Fire Show i bardzo mnie do tego zachęciły.

Pamiętam też bardzo dobrze prowadzących szkolenie oraz tematykę podejmowanych przez nas działań w grupach, m.in. nasze burze mózgów. 

Na szkoleniu byłeś jednym z uczestników razem z naszą wspólną znajomą, Klaudią Chociszewską oraz Laurą Straś, z którą rozmawialiśmy kilka odcinków temu o jej przeżyciach związanych ze szkoleniem. Te znajomości z uczestnikami zostają na długo?

– Tak, zostają, ale przenoszą się wyłącznie do mediów społecznościowych, m.in. ze względu na odległość. Ten kontakt mimo wszystko zostaje, powiększa się też sama baza kontaktów. Fajnie jest czasem zobaczyć kogoś na Instagramie, zerknąć co teraz robi i jak się trzyma.

Tak mam na przykład z Klaudią, którą śledzę i obserwuję w mediach. A Laurka… Laurkę w ogóle świetnie wspominam, bo mamy dużo wspólnych wspomnień – na szkoleniu dużo się działo, było co robić, a dzięki temu jest co wspominać!

O szkoleniu też opowiada Laura w swoim odcinku podcastu (tutaj można podlinkować), ale wracając do Ciebie – każdy z liderów ma możliwość zgłoszenia się i złożenia wniosku o dofinansowanie swojego pierwszego, autorskiego projektu. Po szkoleniu postanowiłeś się zgłosić?

– Tak, zgłosiłem się, ale niestety się nie udało. W planie mieliśmy fire show, którym zaraziły mnie dziewczyny ze szkolenia. Chcieliśmy zrobić coś podobnego w naszej gminie – nie udało się, ale nie rozpaczam, ponieważ potem zrealizowaliśmy to trochę w inny sposób. Finalnie coś z tego powstało, więc można chyba powiedzieć, że porażki rzeczywiście można przekuć w sukces. 

A Zjazd Alumnów? Czemu zdecydowałeś się ponowne spotkanie z Równać Szanse? 

– To proste – gdy dowiedziałem się, że na Zjazd Alumnów aplikuje sporo osób z mojej edycji Szkolenia Młodzieżowych Liderów, to wiedziałem, że nie mogę być gorszy. Musiałem tam być, bo często wspominałem pierwsze szkolenie, mając nadzieję, że kolejne będzie jeszcze lepsze. To był główny zapalnik do tego, żeby się zgłosić. I rzeczywiście, była to decyzja, której nie żałuję. Fajnie było móc się ponownie spotkać. 

Pozwól, że przejdziemy do tego, co robisz aktualnie – jakie to uczucie, gdy jest się jednym z najmłodszych sołtysów w Polsce? Jak do tego doszło? 

– Na początku było tak dziwnie, że aż trudno to określić. Szczególnie wtedy, gdy pierwszy raz poszedłem na sesję Rady Gminy. Każdy patrzył się na mnie podejrzliwie, bo to jednak nieco starsze środowisko.

Z biegiem czasu, już po pierwszy zjeździe sołtysów z okolicznych sołectw, zaaklimatyzowałem się i złapałem kontakt z innymi osobami pełniącymi tę funkcję.

Cała przygoda z sołectwem zaczęła się od tego, że tata mojego znajomego nim wcześniej był przez trzy kadencje. W pewnym momencie stwierdził, że nie ma już ochoty kandydować dalej. Wiedział, że dużo działałem i pracowałem w Domu Kultury i podczas jednej z rozmów na podwórku zaproponował mi kandydowanie. Po chwili namysłu zgodziłem się… i wkrótce zostałem wybrany sołtysem.

Jakie było największe wyzwanie, które przed Tobą stanęło w trakcie piastowania funkcji sołtysa?  

– Na pewno ogromnym wyzwaniem było rozdzielanie pierwszego funduszu sołeckiego. Nie wiedziałem jak to powinno być wypełnione od stron formalnych, miałem dość duże opory przed podjęciem tej decyzji. To zbiegło się z pierwszym spotkaniem z mieszkańcami, dla których podział tego funduszu jest dosyć istotny. Za drugim razem przyszło mi to już lepiej, jednak właśnie to wskazałbym jako największe wyzwanie, największy stopień do pokonania. 

Udział w Programie rozwinął w Tobie umiejętności, które przydają Ci się w byciu sołtysem?

– Na pewno stałem się bardziej komunikatywny. Nie boję się odezwać do większości osób, nie mam takiej blokady, którą miałem w sobie kiedyś. Jestem zdecydowanie bardziej otwarty, co przydaje się, gdy muszę odwiedzić mieszkańca, którego nie znam osobiście. W tych sytuacjach pierwsze nawiązanie kontaktu jest o wiele łatwiejsze, ponieważ mam w sobie tę śmiałość do zagadywania i zahaczania o różne inne tematy, niekoniecznie te, które stały się powodem moich odwiedzin. Komunikacyjny wachlarz możliwości. 

Czym zajmujesz się poza byciem jednym z najmłodszych sołtysów w Polsce? 

– Pracuję w swoim zawodzie – jestem technikiem organizacji reklamy, więc na co dzień pracuję w agencji reklamowej. Więc ta fotografia oraz umiejętności i kompetencje, z którymi miałem do czynienia w Równać Szanse nadal jest obecna.

Gdybyś miał wybrać jedną rzecz, za którą jesteś wdzięczny programowi „Równać Szanse”, to byłoby to… 

– Zdecydowanie otwartość, którą zyskałem. Praca przy projektach oraz na pierwszym szkoleniu pokazała mi jak porozumieć się w dużej grupie osób, jak zajmować różne funkcje. To mi dużo dało, złamało pierwszą barierę, którą miałem ze względu na zmianę szkoły. Najpierw poszedłem do szkoły muzycznej, a potem wróciłem do szkoły gminnej.

W tamtym okresie byłem nieco podłamany i to właśnie projekt realizowany w ramach „Równać Szanse” mocno popchnął mnie naprzód, także bez wątpienia otwartość jest najlepszą rzeczą, jaką dostałem. 

Adrianie, wiem, że jesteśmy jeszcze młodzi i być może to bardzo poważne pytanie jak na ten wiek, ale z czego w swoim życiu jesteś najbardziej dumny?

– To trudne pytanie. Nigdy się nad tym szczególnie nie zastanawiałem, ale jeśli miałbym coś wskazać, to byłby to fakt, że z biegiem czasu coraz mniej zwracam uwagę na to, co ktoś może sobie o mnie pomyśleć.

Robię to, co powinienem zrobić i nie oglądam się przesadnie na zdanie innych. Wiesz, gdybym spotkał dziś piętnastoletniego mnie, to powiedziałbym sobie proste słowa: bądź sobą i rób swoje. To coś, czego nauczyłem się na przestrzeni lat i z czego jestem najbardziej dumny.



Adrian Karczewski – absolwent Programu „Równać Szanse”. Młodzieżowy Lider 2014, sołtys w miejscowości Chmiel-Kolonia.

Kontakt

Chętnie pomożemy i rozwiejemy wątpliwości

Paweł Walecki

🧑‍💼 Dyrektor Programowy

✉️ pawel.walecki@civispolonus.org.pl

☎️ 609 458 344

ℹ️ Sprawy merytoryczne